Jadowite rośliny

Niezal.pl

Dużo na tym blogu mrocznych rzeczy, ale cóż poradzę… Przyszła jesień, a ja złapałem humor na ciemną muzykę elektroniczną, więc nie inaczej będzie i tym razem, gdyż w moich słuchawkach wylądował Rites of Fall ze swoim najnowszym albumem zatytułowanym „Venoms”.

Pod pseudonimem Rites of Fall ukrywa się Bartek Kuszewski, który do tej pory nagrał jeden pełny album i dwie EPki – każda po cztery utwory. Teraz do jego dyskografii dołącza drugi długograj, który tak samo jak poprzedni wydany został na winylu nakładem Leidforschung z oprawą graficzną przygotowaną przez Kubę Sokólskiego.

Nie byle jaką oprawą, bo zasługuje ona na osobny paragraf, ponieważ okładka dołączona do płyty to przepiękna ilustracja sama w sobie mogąca zabrać odbiorcę do niezwykłej krainy. Krainy jadowitych i niebezpiecznych roślin. Myślę, że warto przed odpaleniem płyty poświęcić chwilę uwagi na tą pracę, bo dobrze nas przygotuje do podróży z muzyką Bartka.

Tematem przewodnim „Venoms”, jak pisze sam artysta, jest badanie motywu chaotycznej natury, rozwijającej się poprzez traumę pokoleniową, autodestrukcję i podświadome wzorce zachowań. Muzyk za pomocą mikrofonu kontaktowego przymocowanego do opuszczonych pociągów, gitary z przyczepionym elektronicznym smyczkiem i syntezy FM, stworzył własny „muzyczny wehikuł do eksploracji rozpadu”, ale również próbował za ich pomocą odnaleźć poczucie rzeczywistości i fizyczności.

Całość to osiem bardzo dobrych utworów, w których można odnaleźć wyraźne inspiracje między innymi Forest Swords (co przyznaje sam Kuszewski). Jest to dla mnie ogromna zaleta, ponieważ z utęsknieniem wyczekuję „Bolted”. Pięknie wybrzmiewające syntezatory i gitarowe melodie, potężne bębny i niskie dubowe basy to wspólne cechy twórczości obydwu artystów. W obu przypadkach jest też zamiłowanie do przesterowanych dźwięków perkusyjnych wydobywanych z różnych źródeł. Jest też pod tym wszystkim jakiś cień muzyki folkowej, ale drzemiący gdzieś wewnątrz samego brzmienia, bo na próżno tu szukać czysto folkowych motywów (najbliżej byłby utwór „Extracted”). Raczej chodzi mi o pewną folkową dzikość, czy pierwotność w samych teksturach. Coś, co sprawia, że słuchając muzyki Bartka mam przed oczami starożytne lasy, bujną zieloną roślinność, monumentalne góry i niekończące się przestrzenie pokryte mgłami. Te same obrazki towarzyszą mi, gdy słucham właśnie Forest Swords i to przez te skojarzenia go uwielbiam, tak jak teraz „Venoms”. I tak, wiem, że cały czas porównuję obu artystów, ale posłuchajcie na przykład „The Revenge of Animals” i powiedzcie, że nie myślicie wtedy o „War It” otwierającym „Compassion” brytyjskiego producenta, albo chociaż bębnach z „Vandalism”.

Chociaż chwilami podobieństwo jest ogromne, może nawet zbyt duże, to nie zmienia to faktu, że Bartek ma również własne brzmienie i pomysły, które wybrzmiewają przez większą część płyty. Dlatego myślę, że będę jeszcze nie raz wracał, zwłaszcza wieczorami, do baśniowej krainy jadowitych roślin.